Nie, Jezu, nie!
mrocznym spojrzeniem na świat. Bentz nie wrócił z zaświatów pełen radości życia,
– Cholerny bydlak. – Widząc, że czerwony garbus włącza kierunkowskaz i chce skręcić,
Hayes oddzwonił do Martinez w drodze do restauracji.
pchnął drzwi.
się dowie.
ciężarki, potem DVD z jogą i rozciąganie. A później długi gorący prysznic, mycie włosów i
Jego żona kilka godzin w tygodniu pracowała w newage’owym sklepie z upominkami
– Jak już powiedziałem, ktoś się z tobą drażni.
macochy, ale między nimi nie zawsze się układało. Lepiej będzie porozmawiać w cztery
– Z mordercami?
naprawdę była. Opowiedział jednak o zamordowanych bliźniaczkach, o tym, że wszystko
powinien mu odpuścić. Spotka się z nim, zobaczy, czego chce. Nawet jeśli już teraz wiedział,
w powietrzu, znikła mu z oczu. Jak to możliwe?

Bułkina. Niesłychanie czuły mąż, żonę kochał do szaleństwa. Zdarzało się, że wszyscy nasi

się z Tally White. Umówili się na dzisiaj.
– Twarzą w twarz? A nie w środku nocy, gdy dzwoniła z głupim żartem?
– Idiotka – mówię do telewizora i zjadam drugą oliwkę, słuchając, jak Joanna męczy się z

O1ivia wyczuła, że porywaczka jest na krawędzi, ale nie cofnęła się. Cały czas patrzyła

Rainie wydała z siebie zniecierpliwione westchnienie.
ogromną dziurę, wybitą w przezroczystej ścianie oranżerii.
wpadnie na pomysł, żeby w środku postawić maszynę parową dla ogrzania

tętnic rysujących się tuż pod skórą. Jakaś jego cząstka patrzyła na to obojętnie. Reszta wydawała z siebie niemy krzyk paniki. - Wiesz kim jestem, prawda? Głos brzmiał znajomo. Nieprzyzwoicie kusząco. Nie mógł wykrztusić słowa. - Możesz mnie nazywać Atropos. Atropos? Dlaczego Atropos, do cholery? - A, jasne. Nie słyszałeś pewnie o trzech boginiach losu? To z mitologii - trzy boginie odpowiedzialne za los człowieka. Były córkami Zeusa, nazywały się Mojry. Trzy siostry kierujące ludzkim przeznaczeniem. Mitologia? Co u diabła? Nożyczki błysnęły w świetle lampy stojącej na biurku. Znowu dreszcz. - Jedna z nich to Kloto. Jest najmłodsza, przędzie nić życia; starsza siostra dokonuje pomiarów. Decyduje o długości życia. Nożyczki zbliżyły się, ich czubek dotknął skóry pod okiem. Spróbował uchylić się, ale był jak przyklejony do biurka. - Trzecia, najstarsza, to Atropos. Najsilniejsza. To ona kończy życie, przecina cenną nić. - Szczęknęła nożyczkami. - To imię wybrałam. Jezu! Nie! Ciach! Nożyczki zagłębiły się w policzku. Nic nie czuł. Żadnego bólu. Przytrzymała jego nadgarstek. Ciach! Wezbrały pierwsze krople krwi. Nie, nie, nie! Rozpaczliwie próbował się wyrwać. Na próżno. Udało mu się tylko wydobyć jakiś nieartykułowany dźwięk. Nożyczki znów ciachnęły, krew rozmazała się na ostrzu, a on nawet nie mógł się skulić. Z przerażeniem zdał sobie sprawę, że ten ktoś, kogo wciąż nie mógł zobaczyć, zabija go, powoli, metodycznie i bez wahania. To nie może być prawda! To na pewno zły sen. Koszmar. Tylko szaleniec mógł coś takiego wymyślić. O Boże... teraz krew wypływała szybko, po nadgarstku, na dłoń, po palcach, i rozlewała się w kałużę na biurku. Przestań! Na miłość boską, przestań! Może chciała go nastraszyć, może wcale nie miał umrzeć. Może chciała mu dać bolesną nauczkę. Wielu ludzi w tym mieście życzyło mu śmierci. Ale wystarczyłaby przecież kulka w głowę. Albo trucizna w drinku. Albo nóż w cholerne serce. Chyba że ona znajdowała w tym przyjemność... że nie chodziło o śmierć, ale o umieranie. O to, żeby patrzył bezradnie, jak wycieka z niego życie. Może ją to podniecało, tę chorą sukę! Dysząc i myśląc o tym, że wkrótce wykrwawi się na śmierć, Josh spojrzał na szklany humidor na cygara. W gładkiej wypukłej powierzchni zobaczył swoje słabe odbicie i zarys pochylającej się nad nim postaci, groteskowo zniekształconej. Na ułamek sekundy jego oczy spotkały się z oczami prześladowczyni. Zobaczył jej twarz. Na jej ustach błąkał się triumfalny uśmiech. Opuściła go nadzieja.

– A właśnie to – powiedział świszczącym głosem odmieniony Lew Nikołajewicz i
Nie! Od drewnianej ściany oderwała się szczupła postać i zbliżyła powoli. Strusie pióra
No cóż, zatrzymałem się w Tokio, zacząłem częściej bywać w domu owego urzędnika.